Wysoki brunet szedł wąską uliczką pogrążony w smutku. Z jego błękitnych tęczówek spływały łzy, otulił się szczelniej płaszczem i przyśpieszył kroku. Zewsząd dobiegały go dźwięki kolęd, kochał święta ale teraz chciałby zniknąć z powierzchni ziemi. Śnieg zaczynał sypać coraz mocniej jednak on nie miał zamiaru wracać do pustego domu. Skręcił w lewo po czym wyszedł na duży plac i usiadł na jednej z ławek. Uniósł wzrok a przed sobą ujrzał Rockefeler tree. Jak był mały uwielbiał to miejsce, zawsze w Wigilię przychodził tutaj z rodzicami aby wypowiedzieć życzenie. Niedaleko niego jakaś zakochana para obściskiwała się i wymieniała pocałunkami, ten widok zabolał go najbardziej. Przymknął powieki przypominając sobie najwspanialsze chwile spędzone wspólnie z Melody... Melody to była miłość jego życia, tak przynajmniej uważał... Poznali się 5 lat temu w liceum i od razu zostali parą. Zacisnął zmarznięte dłonie w pięści, dzisiaj ... dzisiaj miał się odbyć ich ślub. Mieli wszystko zaplanowane do najmniejszych szczegółów. Niestety ona wybrała karierę modelki i wyjechała do Paryża nie dając im ani jednej szansy. Skreśliła wszystko co było między nimi, zostawiając go z olbrzymią pustką w samym środku jego serca. Nawet najprostsze rzeczy sprawiają mu trudność... rzeczy takie jak oddychanie, jedzenie, picie... Wsunął dłonie do kieszeni płaszcza otwierając oczy. Musi stąd wyjechać inaczej nigdy nie uwolni się od tych wszystkich wspomnień, które go otaczają. Wstał z ławki i skierował się w stronę niewielkiego mieszkania.
***
Z dna szafy wyciągnął torbę podróżną i w pośpiechu wrzucał do niej swoje rzeczy, ze ścian pozrywał wszystkie ich wspólne zdjęcia a resztę potargał na miliony małych kawałków. Nie wiedział jeszcze dokąd poleci ani gdzie wyląduje. Wsunął do kieszeni paszport po czym chwycił torbę i opuścił swój kąt. Klucze wrzucił dozorcy do skrzynki wraz z pożegnalnym listem. Jego taksówka właśnie podjeżdżała pod blok, wsiadł do środka ogrzewając dłonie.
- Na lotnisko - nakazał, ostatni raz rzucając okiem na świat, który zaraz zostawi daleko za sobą. Po niespełna 30 minutach byli na miejscu, mężczyzna zapłacił taksówkarzowi po czym wziął swój bagaż i wolnym krokiem skierował się w stronę kas. Rozejrzał się dookoła, jego wzrok napotkał wojskowego, który przeciskał się przez tłum ludzi aby po chwili tulić w ramionach małą dziewczynkę. Łzy leciały po jego policzkach ale na ustach malował się uśmiech. Piękny obrazek tylko szkoda, że taki rzadki. Większość żołnierzy nie wraca do swoich rodzin, oddaje swoje życie za innych.
- W czym mogę pomóc – jego uszu dotarł kobiecy głos, przetarł powieki wierzchem płaszcza odwracając się w stronę niskiej blondynki
- Poproszę bilet na najbliższy samolot – odparł podając jej do ręki kartę płatniczą.
- Za kwadrans jest lot do Warszawy – oznajmiła – jeszcze Pan zdąży – uśmiechnęła się delikatnie podając mu dokumenty. Ten jedynie kiwnął głową i biegiem udał się w kierunku odprawy. Serce waliło mu jak oszalałe, w drżących dłoniach trzymał bilet do Polski a nawet nie znał tego języka.
- Chyba zwariowałem – szepnął sam do siebie wchodząc do samolotu. Po raz ostatni spojrzał na swój ukochany Nowy Jork pokryty białym puchem. Delikatny uśmiech zamajaczył na jego twarzy pogrążonej w smutku
- Proszę Pana – łagodny kobiecy głos sprowadził go na ziemie – proszę zając swoje miejsce i zapiąć pasy -jej ciepły ton sprawił, że przed jego oczami ukazała się roześmiana Melody. Jego wargi zadrżały a kolana się ugięły po raz kolejny dzisiejszego dnia ból rozdzierał jego serce. Usiadł przy oknie zamykając oczy. Poczuł jak ktoś się porusza obok niego lecz miał to gdzieś.
- Cześć – powiedział nieznajomy w zupełnie obcym mu języku
- Przepraszam ale nie rozumiem – odpowiedział kiwając głową.
- Przepraszam myślałem, że jesteś Polakiem – uśmiechnął się – Jestem Harry – wyciągnął swą rękę a ja po chwili zawahania uścisnąłem ją
- Od kiedy Harry to Polskie imię – spytałem zaintrygowany
- Moja matka kochała się w Potterze – zrobił kwaśną minę po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem
- Jestem Louis – odparłem układając się wygodniej w fotelu. Harry bacznie mi się przyglądał co trochę mnie peszyło
- Mogę wiedzieć w jakiej sprawie lecisz do Warszawy – odezwał się po chwili
- Po nowe życie – przyznał a loczek jedynie pokiwał głową. Rozmawiali tak przez ładnych parę godzin, czuli jakby znali się od zawsze. Brunet opowiedział Harry'emu o wszystkim co ostatnio przeszedł a ten jedynie słuchał nie mogąc uwierzyć jak ta dziewczyna mogła okazać się taką szmatą.
- Masz się gdzie zatrzymać – spytał po chwili
- Macie zapewne jakieś hotele – Louis dopił resztkę drinka spoglądając przez okno
- Przenocujesz u mnie – oznajmił chłopak klepiąc nowego przyjaciela po ramieniu
- Nie chce się narzucać – odparł nawet nie odwracając wzroku
- Nawet tak nie mów- ostrzegł go Harry – jeszcze cię zgwałcą, zabiją a ja będę cię mieć na sumieniu... po co mi to ? - wyszczerzył swoje białe zęby w idealnym uśmiechu. - a i lepiej zapnij pasy zaraz lądujemy – dorzucił i przeczesał dłonią swoje bujne loki.
cudowne
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny kawalek ^^
OdpowiedzUsuńSłowa mają największą moc gdy płyną z serca… gdy są szczere. Wtedy jak magiczny pył poruszany przez wiatr przemierzają świat. Mogą z mocą huraganu zniszczyć najtwardsze konstrukcje lub z lekkością piórka otulić nas w rozkosznym uścisku. Słowa to broń która pozwala nam okazywać uczucia… które czynią z dwojga ludzi tworem może nie idealnym… ale wyjątkowym.
OdpowiedzUsuńCzy kiedyś widziałeś płatek śniegu…?
Czy miałeś w ręce choć raz ten jeden doskonały kwant piękna …? – ta doskonała konstrukcja w przeciągu kilku sekund po jej dotknięciu przybiera kształt nijakiej kropli wody … tracąc swój urok. Stając się czymś zupełnie zwyczajnym, a ty znów unosisz wzrok do góry szukając kolejnej szansy by chwycić choć jeszcze raz jeden z nich… by dotknąć zaklętej w nich magii … by znów być jej częścią.
Zatrzymaj się na chwilę w tej sekundzie gdy płatek śniegu rozpływa się na twojej dłoni… w tej kropli zobaczysz to co zostanie gdy użyjesz słów w niewłaściwy sposób. To prawda - jeśli nie masz przyjaciół jesteś niczym… a jeśli chwycisz płatek śniegu możesz tylko patrzeć jak jego blask niknie w twoich oczach. Nie ma dwóch takich samych znajomości, ludzi, dusz, pragnień i miłości … tak jak nie ma dwóch takich samych kwantów piękna i magii, która je tworzy...
Czasem musisz pozwolić jej odejść bo nie da się cofnąć słów i czynów, które tak mocno zraniły...czasem możesz tylko patrzeć jak magia znika